Gdy moja cera ma gorsze dni, nie mogę korzystać z mojego ulubionego, mocnego peelingu, a że moja skóra jest właśnie w takim momencie sięgnęłam po raz pierwszy po peeling enzymatyczny z naturalnego sklepu.
Moja mieszanka składa się z 2, czasem 3 produktów: peelingu enzymatycznego z owoców tropikalnych z e-naturalne, hydrolatu (na zdjęciu lawendowy z Biochemii Urody ale chwalę sobie z kocanki tej samej firmy) i opcjonalnie żelu hialuronowego.
Wszystko mieszam ze sobą na oko by powstała miej więcej taka maź:
Gdy nakładam ją na twarz, nie jest całkiem biała. Przebija przez jej powierzchnię widok mojej skóry.
Zczasem wysusza się dając bielszy kolor, peeling trzymam ok. 15 minut i zmywam wodą.
Jeśli użyjemy go raz, nie zauważmy większych rezultatów, jednak powinno się go stosować 2,3 razy w tygodniu, po nim najlepiej zaaplikować maseczkę Wtedy nasza skóra jest ładnie odświeżona, wchłania lepiej kosmetyk nałożony później. Niestety nie mam porównania z innymi tego typu kosmetykami, ten ładnie pachnie, moja skóra jest po nim trochę zaczerwieniona.
A no pewnie, to byłam ja - bez makijażu ale za to w "masce" :)
uwielbiam ten peeling- za konsystencję, zapach, a w szczególności za to, co robi z moją twarzą, ale właśnie mi się kończy. hydrolat z kocanki tez mi służy , ale ten zapach...fu.
Kochana, uwielbiam Twoje posty. ;) Bardzo wartościowy dla mnie jest Twój blog bo mogę wyczytać z niego bardzo dużo dobrego. :) Ostatnio natknęłam się na Twój blog i od razu skradłaś me serce, więc bardzo się cieszę, że mogę dodać Cię do obserwowanych. :) :* Uwielbiam Cię. :)
Od razu mam nadzieję, że skorzystasz z zaproszenia na odwiedzenie mego bloga. :) Pozdrawiam. ;)
Proszę nie zostawiać komentarzy służących autopromocji blogów czy stron personalnych. Komentarze z reklamą blogów i rozdań będą usuwane, więc proszę ich nie dodawać. Od tego mam blogrolla.
Ale się "zamaskowałaś" :D
OdpowiedzUsuńJa mam podobny peeling z BU i jest ok, chociaż bardzo szybko zasycha i robi się skorupka na twarzy :)
uwielbiam ten peeling- za konsystencję, zapach, a w szczególności za to, co robi z moją twarzą, ale właśnie mi się kończy. hydrolat z kocanki tez mi służy , ale ten zapach...fu.
OdpowiedzUsuńKochana, uwielbiam Twoje posty. ;) Bardzo wartościowy dla mnie jest Twój blog bo mogę wyczytać z niego bardzo dużo dobrego. :) Ostatnio natknęłam się na Twój blog i od razu skradłaś me serce, więc bardzo się cieszę, że mogę dodać Cię do obserwowanych. :) :* Uwielbiam Cię. :)
OdpowiedzUsuńOd razu mam nadzieję, że skorzystasz z zaproszenia na odwiedzenie mego bloga. :) Pozdrawiam. ;)